Mathim
Posty: 56 Skąd: Wrocław
|
Wysłany: 2010-02-10, 23:37 Wydry w centrum Wrocławia :)
|
|
|
Witam
Wczoraj w godzinach wieczornych (ok. 19:00, ale zdecydowanie przed 20:00), w czasie spaceru w centrum miasta dokonałem ciekawej obserwacji. Wyszedłem z Rynku na ulicę Grodzką i szedłem obok Elektrowni Wodnej i dalej tuż za nią wzdłuż Odry (jednej z jej odnóg płynących tuż przy Rynku), w stronę niedalekiego ogrodzenia (dawniej ogrodzenia za którym był szpital, a teraz, po jego likwidacji, jest nie wiadomo co). Po drugiej stronie Odry (od miejsca, którym szedłem) znajduje się ulica Księcia Witolda (tak na marginesie obecnie na Litwie rozbudowuje się kult tej postaci historycznej, ze względu na obchody w tym roku 600 lecia bitwy pod Grunwaldem ) - jeśli nie liczyć wysuniętego cypla, wybiegającego od strony Elektrowni Wodnej (będącego jej częścią), który właśnie mniej więcej na wysokości moich oczu się kończył (Elektrownia dzieli w tym miejscu nurt Odry jakby na 2). Zasadniczo rzeka jest zamarznięta, tylko właśnie w pobliżu samej elektrowni, ze względu zapewne na pracę turbin, woda jest wzburzona i lodu nie ma, lód zaczyna się mniej więcej od końca wspomnianego cypla.
Właśnie na granicy lodu i wody, niedaleko cypla, zobaczyłem sylwetki (było już po zmroku) większych zwierząt i na pierwszy rzut oka dało się stwierdzić że to nie ptaki, no i że są o wiele większe od szczurów wodnych. Podszedłem bliżej, a zwierzęta owe weszły do wody i wystraszyły jakieś małe ptaki wodne - prawdopodobnie perkozki. Sprawnie zaczęły pływać po akwenie i mimo zmroku dało się zaobserwować ich sylwetki - bardzo podobne do sylwetki na zdjęciach wydr:
http://upload.wikimedia.o...ra_lutra1pl.jpg
z charakterystycznym, spiczastym ogonem. Wydr było trzy. Po pewnym czasie przestały nurkować w wodzie, podpłynęły do cypla i wyszły na lód parę metrów za jego czubkiem. Jedna z wydr wróciła do wody po czym po kilku minutach wyszła z jakąś zdobyczą, której z odległości 20-30 metrów zobaczyć nie mogłem (może to mysz, w okolicy widywałem je nieraz, albo ryba, jeśli tam są jakieś, ptak chyba nie, bo bym widział pióra) i dała ją dwóm pozostałym wydrom, które zaczęły ją szarpać z obu stron czy to w zabawie czy w chęci rozerwania jej na dwie części, wywołując spory zgiełk. Być może to była jedna starsza wydra i dwie młodsze, chociaż po wielkości trudno to było dociec, jeśli były mniejsze - to nieznacznie. Ta jedna wydra ciągle szukała czegoś w wodzie lub stawała na lodzie obserwując coś, a dwie pozostałe wciąż zajmowały się zdobyczą. Co jakiś czas od strony wydr słychać było charakterystyczne popiskiwania.
W końcu poszedłem w dalszą drogę zostawiając rodzinę wydr zajętą swoimi sprawami. Byłem jedyną osobą, mimo, że to centrum miasta, które obserwowało w tym czasie te wydry. A jak dziś w dzień poszedłem w to miejsce to już wydr nie było, ż daleka widać było tylko ślady.
Muszę powiedzieć, że wydry w środku Wrocławia naprawdę mnie zafascynowały. Nie spodziewałem się tak rzadkiego i pięknego zwierzęcia, objętego ochroną, zobaczyć w tak ucywilizowanym otoczeniu. Widywałem już lisy (normalka), łasice, kunę, zające i sarny we Wrocławiu - i to rozumiem, ale wydr się nie spodziewałem. Oczywiście domyślam się, że musiały rozpocząć wędrówkę wzdłuż zamarzniętej Odry aż dotarły do Wrocławia, gdzie znalazły niezamarznięty akwen i pożywienie.
Człowiek chodzi po lasach i ostępach szukając m. in. wydr, a wystarczy posiedzieć we Wrocławiu i się same znajdą . |
|