 |
Forum Przyrodnicze "BOCIAN"
Wszystko związane z przyrodą
|
|
Kryptozoologia |
| Autor |
Wiadomość |
nikifoor
Przyrodoman

Posty: 87 Skąd: Nowa Sól
|
Wysłany: 2006-11-04, 21:29
|
|
|
| zjelon napisał/a: | | aby się przekonać jak szybko zostanę zbanowany jako sceptyk |
Jeżeli nie będziesz nas obrażał, pisał kilkuliterowych wiadomości, pisał że wszystkie obserwacje rzekomych kryptyd zostały dokonane pod wpływem narkotyków czy alkoholu lub zwyczajnie że "takie i takie zwierzę nie może istnieć" bo nie i już, to gwarantuje Ci że nie zostaniesz zbanowany. Zresztą krytycy się na forum przydadżą.
Dodane potem - Brrrrr aż boję się myśleć jak mnie teraz zmieszacie z blotem. |
_________________ Gdy człowiek chce upolować tygrysa, nazywa to sportem; gdy tygrys chce upolować człowieka, mówimy o okrucieństwie.
George Bernard Shaw
www.pajacyk.pl - pomóż!
www.polskieserce.pl - też pomóż!
Klikaj codziennie, pomożesz nie płacąc ani grosza! |
|
|
|
 |
Macroclemmys
Człowiek roku 2006
Posty: 15
|
Wysłany: 2006-11-06, 12:20
|
|
|
| nikifoor napisał/a: | | pisał że wszystkie obserwacje rzekomych kryptyd zostały dokonane pod wpływem narkotyków czy alkoholu |
Racja - są jeszcze obserwacje zmyślone zupełnie celowo
A poważnie - obserwacje są kiepskim dowodem, bo praktycznie nie da się wykluczyć możliwości ich zmyślenia, czy tego, że ktoś dał się ponieść zbyt bujnej wyobraźni (może nawet pod wpływem wymienionych wspomagaczy wyobraźni ); a zresztą także z innych powodów, które wskazał kryptozoolog (sic!) Ben Roesch, w swej wypowiedzi cytowanej w tym artykule (dział "Eyewitness Accounts"):
http://www.csicop.org/si/2002-03/bigfoot.html
Tak więc to raczej oczywiste, że sceptycy punktują, iż rzekome obserwacje nie są żadnym dowodem - i dziwne, jeśli za punktowanie tego grożą na wymienionym forum jakieś nieprzyjemności |
|
|
|
 |
nikifoor
Przyrodoman

Posty: 87 Skąd: Nowa Sól
|
Wysłany: 2006-11-06, 18:37
|
|
|
| Macroclemmys napisał/a: | A poważnie - obserwacje są kiepskim dowodem, bo praktycznie nie da się wykluczyć możliwości ich zmyślenia, czy tego, że ktoś dał się ponieść zbyt bujnej wyobraźni (może nawet pod wpływem wymienionych wspomagaczy wyobraźni ) |
No, nareszcie jakaś KONSTRUKTYWNA krytyka, nie polegająca na ciągłym zarzucaniu mi że wierzę w smoki czy karsnoludki. Co do tego co napisałeś: Zauważ jednak, że np. sąd może skazać człowieka na podstawie tego, co powiedzieli świadkowie na wieeeele lat więzienia. Faktem jest jednak że olbrzymia większość obserwacji "kryptyd" to np. obserwacje znanych gatunków zwierząt, dziwnych zjawisk pogodowych etc. Ale zdarzają się takie w których świadkowie całkowicie zdrowi psychicznie, niepijący etc. przez wiele lat utrzymują że widzieli jakieś stworzenie z bliska i potrafią je dokładnie opisać. I takie obserwacje można już uznać za wiarygodne (co nie znaczy napewno prawdziwe). |
_________________ Gdy człowiek chce upolować tygrysa, nazywa to sportem; gdy tygrys chce upolować człowieka, mówimy o okrucieństwie.
George Bernard Shaw
www.pajacyk.pl - pomóż!
www.polskieserce.pl - też pomóż!
Klikaj codziennie, pomożesz nie płacąc ani grosza! |
|
|
|
 |
Macroclemmys
Człowiek roku 2006
Posty: 15
|
Wysłany: 2006-11-06, 19:41
|
|
|
Pozwolę sobie odpowiedzieć pewną historyjką – przeczytaną na Cryptomundo, żeby nie było, że biorę to z jakiegoś podle sceptycznego źródła :
W 1979 r. z Blijdorp Zoo w Holandii uciekła panda. Powiadomiono o tym lokalne gazety, poinformowano, by osoby, które widziały pandę dzwoniły na podany numer telefonu, itp. W ciągu dwóch dni napłynęło ok. 1000 zgłoszeń od ludzi żyjących nawet 70 mil od zoo z informacją, że widzieli pandę. Gdzie tu haczyk? Jak się okazało jeszcze przed upływem tych 2 dni, panda zaraz po ucieczce z zoo zginęła zmiażdżona przez pociąg
Źródło:
http://www.cryptomundo.co...ology-and-magic
Niewątpliwie nie wszyscy, a pewnie i nie większość świadków była pijakami czy narkomanami. Przy tym panda jest chyba na tyle charakterystycznym zwierzęciem, że trudno ją pomylić z czymkolwiek innym. A jednak ok. 1000 osób widziało coś, czego widzieć nie mogło (możliwości, że w Holandii ukrywa się dotąd nie odkryta populacja pand pozwalam sobie nie brać pod uwagę ). To właśnie przykład tego, jak mało wiarygodnym źródłem informacji są zeznania świadków, nawet tych, których można by uznać za wiarygodnych. Bo ludzie, nawet rozsądni, niepijący, zdrowi psychicznie, dają się ponieść wyobraźni, ulegają złudzeniom i sugestiom. Jeśli słyszą, że w ich okolicach grasuje Wielka Stopa, Mokele-Mbembe czy skądinąd niewątpliwie istniejąca panda, to działa na ich wyobraźnię i są skłonni łatwiej uznawać różne rzeczy za przejaw obecności istot, o których słyszeli… A swoje robi też pewnie strach przy takim "spotkaniu".
Co do argumentu „sądowego” – sędziowie, policjanci, prokuratorzy, itp. zdają sobie sprawę z tego, jak ostrożnie należy podchodzić do zeznań świadków i starają się te zeznania weryfikować – a przynajmniej tak to powinno być. Nawet mój podręcznik do logiki o tym wspomina Nie wspominając o tym, że nauka rządzi się jednak nieco innymi prawami niż proces sądowy… |
|
|
|
 |
nikifoor
Przyrodoman

Posty: 87 Skąd: Nowa Sól
|
Wysłany: 2006-11-06, 20:30
|
|
|
| Macroclemmys napisał/a: | | Jeśli słyszą, że w ich okolicach grasuje Wielka Stopa, Mokele-Mbembe czy skądinąd niewątpliwie istniejąca panda, to działa na ich wyobraźnię i są skłonni łatwiej uznawać różne rzeczy za przejaw obecności istot, o których słyszeli… A swoje robi też pewnie strach przy takim "spotkaniu". |
Niewątpliwie masz racje. Jednak mimo wszystko mnie można takich relacji z góry uważać za brednie. Jednak pozostają do tego jeszcze zdjęcia i filmy. Większość to mistyfikacje - to fakt Jednak w kilku przypadkach (zdaje się że było tak np. z pewnym zdjęciem champa) nawet sceptycy muszą przyznać że nie wygląda takie zdjęcie na ewidentny montaż czy w ogóle fotografię jakiegoś modelu.
Ps. Macroclemmys, może byś zajrzał od czasu do czasu na forum do którego wyżej podałem adres? Myślę że dyskusje z Tobą byłyby na wysokim poziomie. |
_________________ Gdy człowiek chce upolować tygrysa, nazywa to sportem; gdy tygrys chce upolować człowieka, mówimy o okrucieństwie.
George Bernard Shaw
www.pajacyk.pl - pomóż!
www.polskieserce.pl - też pomóż!
Klikaj codziennie, pomożesz nie płacąc ani grosza! |
|
|
|
 |
Macroclemmys
Człowiek roku 2006
Posty: 15
|
Wysłany: 2006-11-07, 19:12
|
|
|
| nikifoor napisał/a: | Niewątpliwie masz racje. Jednak mimo wszystko mnie można takich relacji z góry uważać za brednie. Jednak pozostają do tego jeszcze zdjęcia i filmy. Większość to mistyfikacje - to fakt Jednak w kilku przypadkach (zdaje się że było tak np. z pewnym zdjęciem champa) nawet sceptycy muszą przyznać że nie wygląda takie zdjęcie na ewidentny montaż czy w ogóle fotografię jakiegoś modelu. |
Chodzi o to zdjęcie z 1977 r. zrobione przez Sandrę Mansi? Cóż, jak widać z artykułu, do którego daję link niżej, sceptycy mają jednak zastrzeżenia odnośnie autentyczności tego zdjęcia, jak i prawdziwości „załączonej” historii opowiedzianej przez Mansi:
http://www.csicop.org/si/2003-07/monster.html
Co do zdjęć i filmów w ogóle – oprócz bardzo częstych fałszerstw (skądinąd obecnie, w erze Photoshopu, łatwiejszych niż kiedykolwiek wcześniej), czy zdjęć tak niewyraźnych, że mogą przedstawiać cokolwiek, to jest jeszcze niestety uwaga ogólniejsza - nijak nie mogą one zastąpić żywego czy martwego zwierzęcia, które można by bezpośrednio zbadać. Weźmy na przykład zdjęcia zamieszczone przez użytkownika Dawidq w tym temacie:
http://www.kryptozoo.hng....topic.php?t=186
Fałszerstwa to pewnie nie są… Tylko dlaczego od razu te zdjęcia miałyby przedstawiać żyjące mamuty? To, że coś ma garb na głowie od razu uprawnia nas do stwierdzenia, że to mamut? Czy konsekwentnie z faktu, że był taki ktoś jak Robert Wadlow i miał 272 cm wzrostu wywnioskujemy, że był on gigantopitekiem?
A poważniej - gdy niewielka populacja zwierząt zostaje odizolowana od innych przedstawicieli swojego gatunku i między zwierzętami z tej populacji często dochodzi do rozrodu wsobnego, to nierzadko w populacji zaczynają się pojawiać różnego rodzaju mutacje. Póki co nie widzę powodu, by zwierzęta ze zdjęć nie mogły być słoniami indyjskimi należącymi do niewielkiej populacji tych zwierząt, której przydarzyło się właśnie to, o czym pisałem wyżej. Zresztą, wspominany już w temacie kryptozoolog Ben Roesch też skłaniał się do takiej interpretacji:
http://www.ncf.carleton.c...mePage.gne.html
Oczywiście, ostatecznie można byłoby to stwierdzić na podstawie badań materiału genetycznego tych słoni – krwi, kawałków tkanek, itp. (Wspominając o tym – ktoś robił takie badania?) I zdjęcie, nawet dobrej jakości, nijak tego nie zastąpi, więc nie jest dowodem – nawet jeśli jest wyraźnie i można wykluczyć ryzyko fałszerstwa. Po prostu bez kawałka zwierzęcia do zbadania możemy nie wiedzieć, co jest na zdjęciu…
Tak więc to, czego potrzebujemy, by stwierdzić, że zwierzę faktycznie istnieje, to nie opowieści świadków, nie zdjęcia, filmy, ślady stóp, tylko żywe zwierzę, martwe zwierzę, czy choćby kawałek martwego zwierzęcia w stanie umożliwiającym badania DNA. A z tym rodzajem dowodów niestety w kryptozoologii najgorzej. Jeśli nawet pojawia się coś, co wydaje się tego rodzaju dowodem, to potem okazuje się, że należy do znanego gatunku zwierzęcia. Albo jest w stanie uniemożliwiającym badania DNA. Albo niedługo po pojawieniu się znika bez wieści. Albo różne badania dają różne rezultaty – jak z rzekomymi „włosami orang-pendeka”, które najpierw zostały przebadane przez dra Hansa Brunnera, który stwierdził, że należą do nieznanego gatunku ssaka naczelnego, a potem, na zlecenie programu „Is it real?” National Geographic, przez dra Todda Disotella, który stwierdził, że włosy zawierają tylko ludzkie DNA… |
|
|
|
 |
nikifoor
Przyrodoman

Posty: 87 Skąd: Nowa Sól
|
Wysłany: 2006-11-19, 13:18
|
|
|
| Macroclemmys napisał/a: | | A z tym rodzajem dowodów niestety w kryptozoologii najgorzej. |
Na tym właśnie polega kryptozoologia. Tam gdzie kończą się już tylko relacje, zdjęcia, legendy, a zaczynają się szczątki i żywe osobniki, tam kończy się kryptozoologia a zaczyna się zoologia. Swoją drogą być może kryptozoolodzy mają pierwszy pewny, acz niewielki i nie do końca potwierdzony sukces na swoim koncie. Polecam odwiedzenie naszego forum (nowy adres - www.kryptozoo.paranormalium.pl/forum ) i tematu o pekari olbrzymim. |
_________________ Gdy człowiek chce upolować tygrysa, nazywa to sportem; gdy tygrys chce upolować człowieka, mówimy o okrucieństwie.
George Bernard Shaw
www.pajacyk.pl - pomóż!
www.polskieserce.pl - też pomóż!
Klikaj codziennie, pomożesz nie płacąc ani grosza! |
|
|
|
 |
Macroclemmys
Człowiek roku 2006
Posty: 15
|
Wysłany: 2006-11-20, 09:25
|
|
|
| nikifoor napisał/a: | | Swoją drogą być może kryptozoolodzy mają pierwszy pewny, acz niewielki i nie do końca potwierdzony sukces na swoim koncie. Polecam odwiedzenie naszego forum (nowy adres - www.kryptozoo.paranormalium.pl/forum ) i tematu o pekari olbrzymim. |
Nie bardzo rozumiem, dlaczego - nawet jeśli ten kawałek mięsa, który van Roosmalen dostarczył do badań, okaże się być kawałkiem mięsa nowego gatunku pekari, to dlaczego miałby to być sukces kryptozoologów? Nigdzie nie znalazłem informacji, że van Roosmalen jest kryptozoologiem.
A nawet jeśli kryptozoolodzy, jak się w tym temacie twierdzi, to "przewidzieli", to co z tego? Kryptozoolodzy twierdzą, że istnieje jakieś parę setek stworków, to siłą rachunku prawdopodobieństwa coś z tych paru setek może rzeczywiście istnieć. (Inna sprawa, że raczej nie te najsłynniejsze stworki...) Ale jeśli to nie sami kryptozoolodzy to odkryli, to nie widzę powodu, by mogli mówić o swoim triumfie.
Ostatecznie mówimy o czymś, co - według samych kryptozoologów - ma być nauką, a nie wróżbiarstwem
Off topic, nie do Ciebie - ponieważ forum zmieniło adres, stary link do dyskusji o "współczesnych dinozaurach" jest nieaktualny. A "TYRANNOSAURUS REX z czasów prechistorycznych" (pisownia oryginalna) jest tak pocieszny, że chciałbym, aby każdy mógł na własne oczy zobaczyć, że ktoś coś takiego rzeczywiście twierdził, aby nie podejrzewano, że to zmyślam, by oczerniać krypto-fanów Zatem nowy adres:
http://kryptozoo.paranorm...p?t=176&start=0 |
|
|
|
 |
Macroclemmys
Człowiek roku 2006
Posty: 15
|
Wysłany: 2006-12-16, 14:45
|
|
|
Sorry za dwa posty pod rząd, ale już chyba nie mogę ostatniego wyedytować...
Na początek małe sprostowanie odnośnie historii o pandzie - sprawdzałem w IMHO nieco bardziej wiarygodnym źródle (1 strona tego artykułu):
http://www.findarticles.c...v20/ai_17849133
i muszę się poprawić - rzekomych spotkań z pandą miało być ok. 100, nie ok. 1000, a rzecz miała miejsce w 1978 r, a nie 1979. I tytułem uzupełnienia, bo mogły być nieporozumienia - panda, o której mówimy, to panda mała, nie panda wielka. Za ewentualne nieporozumienia przepraszam.
Ale generalnie ja nie o tym, a o nowym humorystycznym akcencie z forum kryptozoologicznego. Najpierw tytułem wprowadzenia - na forum historycy.org, oprócz krótkiej wymiany zdań, do której link był już podawany w tym temacie, była też osobna dyskusja o kryptozoologii (niestety w dziale Mównica, więc zobaczą ją tylko zarejestrowani użytkownicy tamtego forum):
http://www.historycy.org/...opic=20664&st=0
Pod koniec jest taka wymiana zdań:
Ponury Żniwiarz - "Myślę, że zainteresowanie kryptozoologią bierze się częściowo stąd, że w powszechnym mniemaniu naukowcy to bufony, którym się wydaje, że pozjadali wszystkie rozumy, i którzy nie ryzykują wiary w żadne stwierdzenia, jeśli im ich ktoś nie pokaże pod mikroskopem, że są niejako ślepi na prawdę ukrytą, są czarnymi charakterami jak dorośli w świecie Piotrusia Pana."
Na co założyciel strony i forum kryptozoologicznego, do których odsyłał Nikifoor, odpisał z oburzeniem:
Ivellios - "Na jakiej podstawie tak twierdzisz?
Ta opinia naukowiec=bufon to raczej domena ufologów..."
Na co inny użytkownik odpisał (na chwilę obecną jest to ostatnia wypowiedź w tym temacie):
Friedrich: "Wprawdzie pytanie nie do mnie, ale wydaje się, że do opisu (tj. opisu tego, jak przynajmniej część osób zainteresowanych kryptozoologią postrzega mainstreamową naukę) przedstawionego przez Złomiarza Umysłów świetnie pasuje taki np. Richard Freeman (jakby ktoś nie wiedział, kto to jest: http://www.cfz.org.uk/adm...004-freeman.htm ). W poświęconym kryptozoologii odcinku programu "Penn & Teller: Bullshit!" (był kiedyś na video.google, potem go stamtąd usunięto - nie chce mi się sprawdzać, czy znów tam jest) oświadczył, że swój najlepszy okres zoologia miała w XIX wieku, kiedy zoolodzy podróżowali po świecie i odkrywali nieznane gatunki, a "teraz większość naukowców tylko siedzi za biurkiem i stamtąd wylicza: ''To nie może istnieć, to nie może istnieć, to nie może istnieć - bo ja bym o tym wiedział!'' "
A jeśli chodzi nie o "profesjonalne" tylko amatorskie zainteresowanie tą pseudonauką, to z kolei w opis Złomiarza Umysłów świetnie wpisuje się np. osobnik piszący o "organizational-nazis (people, usually with lots of credentials, who believe they always know better)" tutaj:
http://en.wikipedia.org/w...ic_Community.3F "
(Jak za chwilę zobaczymy, przykładów, nie trzeba szukać tak daleko )
Po co to przeklejam? Bo w świetle wcześniejszych zapewnień imć Ivelliosa, że kryptozoolodzy wcale nie uważają zoologów za bufonów o ciasnych umysłach, ciekawie brzmią niedawne wywody jego i jego kolegów w tym temacie:
http://kryptozoo.paranorm...topic.php?t=445
I na cud w tej sytuacji zakrawa, że ci bufonowaci zoolodzy mający gdzieś PRAWDZIWĄ NAUKĘ każdego roku odkrywają nowe gatunki zwierząt, a uprawiający PRAWDZIWĄ NAUKĘ kryptozoolodzy... sami jak na razie nie za bardzo cokolwiek odkrywają
Przepraszam za spam i nabijanie postów, ale nie mogłem się powstrzymać |
|
|
|
 |
zjelon

Posty: 75 Skąd: Jaworzno
|
Wysłany: 2006-12-16, 16:33
|
|
|
| Macroclemmys napisał/a: | | Przepraszam za spam i nabijanie postów, ale nie mogłem się powstrzymać |
i słusznie,
Ja się mogę powstrzymać, bo na szczęście bzdur nie czytam a informacje o nowo odkrytych stworzeniach czerpie z periodyków i pism fachowych a nie doniesień, że ktoś tam coś widział.
A że te odkryte to są w większości bakterie, drobne owady czy płazy nie godne prawdziwych kryptozoologów no to cóż takie mało sensacyjne życie, ale namacalne i realne życie
Choć nie wiem czy nie łatwiej znaleźć na kilku hektarach (rzekomego występowania) wielką stopę niż wśród miliardów maleńkich istnień rozsianych w nieprzebytej dżungli ten jeszcze nieznany gatunek, ale to już wielka tajemnica kryptozoologów a nie bufonów naukowców. |
_________________ pozdrawiam Zbyszek
http://republika.pl/zjelon |
|
|
|
 |
Chupas
Sadzony yak
Posty: 5 Skąd: z Krainy Deszczowców
|
Wysłany: 2006-12-16, 16:56
|
|
|
Czytam sobie i czytam te wasze wywody i dochodzę do wniosku, że dla was nie liczy się kto pierwszy o danym stworzeniu wspomniał lub je dostrzegł, a kto je odkrył.
Więc taki hipotetyczny przykład: kryptozoolog zobaczył np. jackalope'a, ale nie udało mu się go złapać. Nie miał środków na poszukiwania, więc nie za wiele mógł zrobić. Dowiedział się o tym wydarzeniu zoolog i urządził obławę na jackalope'a. Udało mu się go złapać, nie okazał się żadną podpuchą tylko prawdziwym żyjącym zwierzakiem. Ujawnił go, pokazali w gazetach, tv itd. natrzaskał nagród....
I co, to jemu się należą laury i chwała? Dlatego, że miał morze forsy lub znajomości żeby złapać to stworzenie? NIE. Zasługi należą się temu kryptozoologowi od którego całe zdarzenie się zaczęło. Gdyby miał pieniądze na opłacenie ludzi, sprzętu itd. dorwałby zająca i sam zgarnął chwałę w naukowym światku, bo to on miał inicjatywę i chęci inne niż zarobienie pieniędzy... A taki zoolog widzi w takiej sensacji tylko sławę i pieniądze...
A dlaczego do tej pory nie znalazł się żaden (pomijam tych sławnych podstarzałych dupków w stylu Colemana co tylko siedzą, piwo żłopią i blogi porowadzą) kryptozoolog z kasą na poszukiwania? Bo taki zawód jest po prostu nieopłacalny i dla nich jest to tylko hobby, a zarabiają w swoich wykształconych zawodach (hydraulik, informatyk, zielarz, grzybiarz itp). A taki zoolog? Robi sobie doktoraty, wykłada na uczelniach, książki pisze... I ma pieniądze.
PS. Myślicie, że gdybym kasę miał to nie poleciałbym do brazylii mapinguari szukać? A pewnie, że bym poleciał! I to nie dla sławy a dla własnej satysfakcji.
Mam w d... czy jakiś gatunek kaczki z bajorka na Jamajce będzie nosił moje imię. A ile odkryto naprawdę przełomowych stworzeń? Ciągle czytam "odkryto nowy gatunek XXX"... A czemu nie "Odkryto nową rodzinę XXX z przedstawicielem gatunku XXX"? Bo te kolejne kaczuszki różnią się może kolejną plamką na dupie (w przenośni)... Nic przełomowego... A taki np. Chessie byłby przełomem. |
|
|
|
 |
Macroclemmys
Człowiek roku 2006
Posty: 15
|
Wysłany: 2006-12-16, 17:33
|
|
|
| Chupas napisał/a: | | Czytam sobie i czytam te wasze wywody i dochodzę do wniosku, że dla was nie liczy się kto pierwszy o danym stworzeniu wspomniał lub je dostrzegł, a kto je odkrył. |
Jak na to wpadłeś?
Tak, najważniejsze, kto zwierzę odkrył - dostarczył niezbity dowód w postaci żywego zwierzęcia, martwego zwierzęcia lub fragmentu ciała w stanie umożliwiającym badania DNA, na podstawie którego można faktycznie opisać nowy gatunek. Z prostej przyczyny - jak przed dostarczeniem takiego dowodu masz zamiar określić, co jest prawdą, a co wymysłem osoby ze zbyt bujną fantazją? "Na wyczucie"? Bo jedną relację uważasz na sobie tylko znanych podstawach za wiarygodną, a inną nie?
| Chupas napisał/a: | Więc taki hipotetyczny przykład: kryptozoolog zobaczył np. jackalope'a, ale nie udało mu się go złapać. Nie miał środków na poszukiwania, więc nie za wiele mógł zrobić. Dowiedział się o tym wydarzeniu zoolog i urządził obławę na jackalope'a. Udało mu się go złapać, nie okazał się żadną podpuchą tylko prawdziwym żyjącym zwierzakiem. Ujawnił go, pokazali w gazetach, tv itd. natrzaskał nagród....
I co, to jemu się należą laury i chwała? Dlatego, że miał morze forsy lub znajomości żeby złapać to stworzenie? NIE. |
TAK, bo to on dostarczył dowód, na podstawie którego opisanoby nowy gatunek.
Ciągnąc Twój przykład z kryptozoologiem - czyli jeśli pierwszą osobą, jaka zobaczy jakiegoś stworka, byłby, dajmy na to, hodowca krów, który w życiu z biologią nie miał nic do czynienia, to w wypadku, gdyby się okazało, że to zwierzę rzeczywiście istnieje, to wg Ciebie owemu hodowcy krów, a nie bezpośredniemu odkrywcy, "należą się laury i chwała", jego powinni "pokazać w gazetach, tv itd.", on powinien "natrzaskać nagród"? Bo przecież "liczy się kto pierwszy o danym stworzeniu wspomniał lub je dostrzegł"...
A tak nawiasem mówiąc, jeszcze odnośnie Twojego przykładu - a skąd wiedziałbyś, że to właśnie kryptozoolog zobaczył daną kryptydę jako pierwszy? A może ktoś inny zobaczył ją przed nim i to jemu "należą się laury i chwała"...
A Twoja wizja zoologów siedziących na górze kasy... obawiam się, że generalnie rozmija się z rzeczywistością.
| Chupas napisał/a: | | A taki zoolog widzi w takiej sensacji tylko sławę i pieniądze... |
Bezzasadne i krzywdzące dla zoologów uogólnienie. Ale jeśli już o sławie i pieniądzach mowa - rozumiem, że kryptozoolodzy nigdy nie gonią za sensacją i kasą? A swoje książki i filmy o kryptydach rozdają każdemu zainteresowanemu za darmo? (To tak jeszcze odnośnie uwagi, że kryptozoolog to nieopłacalny zawód...)
| Chupas napisał/a: | | PS. Myślicie, że gdybym kasę miał to nie poleciałbym do brazylii mapinguari szukać? A pewnie, że bym poleciał! I to nie dla sławy a dla własnej satysfakcji. |
Życzę powodzenia. Zrób mi tylko tę przyjemność i nie występuj w programach telewizyjnych poświęconych mapinguari, nie pisz o nim książek, nie zakładaj poświęconych mu stron internetowych, itp. zanim faktycznie go nie złapiesz i udostępnisz do badań - jak to zwykli robić kryptozoolodzy. No wiesz, by udowodnić, że nie gonisz za sławą i kasą
| Chupas napisał/a: | | Mam w d... czy jakiś gatunek kaczki z bajorka na Jamajce będzie nosił moje imię. A ile odkryto naprawdę przełomowych stworzeń? Ciągle czytam "odkryto nowy gatunek XXX"... A czemu nie "Odkryto nową rodzinę XXX z przedstawicielem gatunku XXX"? Bo te kolejne kaczuszki różnią się może kolejną plamką na dupie (w przenośni)... Nic przełomowego... |
Nie ma co, pan Zjelon ma rację - to w końcu "niegodne prawdziwych kryptozoologów"...
A imć Ivellios źle znosi łapanie za słowo, oj źle... |
|
|
|
 |
Chupas
Sadzony yak
Posty: 5 Skąd: z Krainy Deszczowców
|
Wysłany: 2006-12-16, 18:41
|
|
|
| Macroclemmys napisał/a: |
Ciągnąc Twój przykład z kryptozoologiem - czyli jeśli pierwszą osobą, jaka zobaczy jakiegoś stworka, byłby, dajmy na to, hodowca krów, który w życiu z biologią nie miał nic do czynienia, to w wypadku, gdyby się okazało, że to zwierzę rzeczywiście istnieje, to wg Ciebie owemu hodowcy krów, a nie bezpośredniemu odkrywcy, "należą się laury i chwała", jego powinni "pokazać w gazetach, tv itd.", on powinien "natrzaskać nagród"? Bo przecież "liczy się kto pierwszy o danym stworzeniu wspomniał lub je dostrzegł"... |
Jeśli by tego chciał - to tak. Ale takiemu hodowcy krów zależy bardziej na dopłatach z unii niż "sławie i chwale".
| Macroclemmys napisał/a: | | A tak nawiasem mówiąc, jeszcze odnośnie Twojego przykładu - a skąd wiedziałbyś, że to właśnie kryptozoolog zobaczył daną kryptydę jako pierwszy? A może ktoś inny zobaczył ją przed nim i to jemu "należą się laury i chwała"... |
Ten kryptozoolog napisałby o tym stworzeniu - choćby na jakimś forum lub wysłał swoją relację do byle jakiego tabloida. Myśl logicznie - skąd ten zoolog wiedziałby gdzie widziano tego hipotetycznego jackalope'a? Właśnie stąd, że ten kryptozoolog o nim gdzieś powiedział. Poza tym to nie musi być kryptozoolog, a choćby ten hodowca krów.
| Macroclemmys napisał/a: | | Bezzasadne i krzywdzące dla zoologów uogólnienie. Ale jeśli już o sławie i pieniądzach mowa - rozumiem, że kryptozoolodzy nigdy nie gonią za sensacją i kasą? A swoje książki i filmy o kryptydach rozdają każdemu zainteresowanemu za darmo? (To tak jeszcze odnośnie uwagi, że kryptozoolog to nieopłacalny zawód...) |
Właśnie to są ci pseudo kryptozoolodzy. Owszem, mają cel - ale zbić kasę. I oni psują opinę tej dziedziny.
| Macroclemmys napisał/a: | Życzę powodzenia. Zrób mi tylko tę przyjemność i nie występuj w programach telewizyjnych poświęconych mapinguari, nie pisz o nim książek, nie zakładaj poświęconych mu stron internetowych, itp. zanim faktycznie go nie złapiesz i udostępnisz do badań - jak to zwykli robić kryptozoolodzy. No wiesz, by udowodnić, że nie gonisz za sławą i kasą |
Oczywiście, że nie udostępniłbym go nauce. Ba! Nawet nie starałbym się go złapać a co dopiero zabić! Miałbym wyrzuty sumienia do końca życia, że takie śliczne zwierzątko skończy w klatce albo na wiwisekcji :/ Właśnie tak zachowują się ci "zoolodzy z rządzą sławy" - dla nich nie liczy się, że odkryli to zwierzę przed samym sobą, im zależy na tym, żeby poznał je cały świat! (I nie powiedziałbym dokładnie gdzie go widziałem, co najwyżej cyknąłbym pare fotek lub nakręcił kamerką.)
Książki... Oczywiście, że bym machnął o nim jedną czy dwie. Strony bym nie założył - od tego robi się niepotrzebny rozgłos wokół takiego cudeńka. Wystąpić w programie? A dlaczego nie? Stanie się komuś krzywda? Nie. Bo moim celem nie było zarobić - a odkryć. Nie "dla nauki" a "dla siebie".
| Macroclemmys napisał/a: | | A imć Ivellios źle znosi łapanie za słowo, oj źle... |
W takim razie nawyzywam twojej matce od k*rw i ladacznic - ciekawe czy zniesiesz to dobrze |
|
|
|
 |
Syriusz

Posty: 440 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: 2006-12-16, 20:05
|
|
|
| Chupas napisał/a: | W takim razie nawyzywam twojej matce od k*rw i ladacznic - ciekawe czy zniesiesz to dobrze |
Moderatorzy za to od razu kolo powinien dostac bana |
|
|
|
 |
Macroclemmys
Człowiek roku 2006
Posty: 15
|
Wysłany: 2006-12-16, 20:18
|
|
|
| Chupas napisał/a: | | Jeśli by tego chciał - to tak. Ale takiemu hodowcy krów zależy bardziej na dopłatach z unii niż "sławie i chwale". |
Przynajmniej konsekwentny jesteś... Ale znów - jak bez trupa czy żywego stworka masz zamiar stwierdzić, że zeznanie, nieważne czy kryptozoologa, czy hodowcy krów, opisuje spotkanie z prawdziwym zwierzęciem, a nie jest tylko wymysłem? Bez trupa czy żywego zwierzaka zrobić się tego nie da - więc najważniejsze, kto taki dowód dostarczy.
| Chupas napisał/a: | | Ten kryptozoolog napisałby o tym stworzeniu - choćby na jakimś forum lub wysłał swoją relację do byle jakiego tabloida. Myśl logicznie - skąd ten zoolog wiedziałby gdzie widziano tego hipotetycznego jackalope'a? Właśnie stąd, że ten kryptozoolog o nim gdzieś powiedział. Poza tym to nie musi być kryptozoolog, a choćby ten hodowca krów. |
Przepraszam, ale to nie ja oskarżałem dyskutantów o to, że "dla was nie liczy się kto pierwszy o danym stworzeniu wspomniał lub je dostrzegł, a kto je odkrył" (jakby to było coś złego). Skoro nam to wyrzucasz, to wnioskuję, że Ty uważasz, że "liczy się kto pierwszy o danym stworzeniu wspomniał lub je dostrzegł" (podkreślenie moje). A jeśli uważasz inaczej, to trzeba było się precyzyjnie wyrazić, a nie dziwić, że dociekam, że może ktoś coś widział przed owym hipotetycznym kryptozoologiem i domagać, bym "myślał logicznie"...
| Chupas napisał/a: | Oczywiście, że nie udostępniłbym go nauce. Ba! Nawet nie starałbym się go złapać a co dopiero zabić! Miałbym wyrzuty sumienia do końca życia, że takie śliczne zwierzątko skończy w klatce albo na wiwisekcji :/ Właśnie tak zachowują się ci "zoolodzy z rządzą sławy" - dla nich nie liczy się, że odkryli to zwierzę przed samym sobą, im zależy na tym, żeby poznał je cały świat! (I nie powiedziałbym dokładnie gdzie go widziałem, co najwyżej cyknąłbym pare fotek lub nakręcił kamerką.)
Książki... Oczywiście, że bym machnął o nim jedną czy dwie. Strony bym nie założył - od tego robi się niepotrzebny rozgłos wokół takiego cudeńka. Wystąpić w programie? A dlaczego nie? Stanie się komuś krzywda? Nie. Bo moim celem nie było zarobić - a odkryć. Nie "dla nauki" a "dla siebie". |
Skoro odkrywasz "dla siebie", to rozumiem, że na resztę życia zamykasz w tej sprawie usta na kłódkę i tylko cieszysz się świadomością, jakie to dziwo widziałeś...
Jeśli zamierzasz pisać książki, opowiadać o mapinguari w wywiadach, itp. zarazem z góry zakładając, że nie udostępnisz naukowcom fizycznego dowodu istnienia mapinguari (a nawet nie powiesz, gdzie je widziałeś, żeby broń Boże nikt inny go nie znalazł) i tym samym uniemożliwisz weryfikację swoich twierdzeń (a w nauce możliwość weryfikacji to przecież podstawa) - to owszem, krzywda się nikomu nie stanie. Tyle, że nie o to chodzi. Ale o to, że w ten sposób postawisz się na równi z owymi "pseudo kryptozoologami", którzy "mają cel - ale zbić kasę" (a co, będziesz książki za darmo rozdawał? ), gonią za sławą i sensacją i "psują opinię tej dziedziny". Bo zrobisz to samo, co oni - będziesz zyskiwał sławę, a pewnie i pieniądze na opowiadaniu i sprzedawaniu nieudowodnionych rewelacji.
O tym, że jeśli ogłosisz, że "widziałem żywego naziemnego leniwca, ale nie powiem wam gdzie, bo nie i koniec!", to raczej nie zostaniesz potraktowany poważnie, chyba nie muszę dodawać?
Tak Ci żal leniwca? Uśpij go, załóż mu nadajnik, puść wolno, obserwuj przez następne lata, a gdy zdechnie śmiercią naturalną - znajdź dzięki nadajnikowi ciało i daj je naukowcom do zbadania. Czy to uspokoi Twoje wrażliwe sumienie?
A co do Twojej tezy, że krwiożeczy zoolodzy zabijają zwierzęta, bo "dla nich nie liczy się, że odkryli to zwierzę przed samym sobą, im zależy na tym, żeby poznał je cały świat!"... Gdy istnienie zwierzęcia zostanie udowodnione, to można przygotować program jego ochrony i ochrony jego środowiska (tak kochany - bo człowiek nie musi wiedzieć o istnieniu zwierzęcia, by doprowadzić do jego zagłady). Za cenę życia jednego osobnika można ocalić gatunek. Ale oczywiście to, że zoolodzy mogą mieć taką motywację nie przyjdzie Ci do głowy...
| Chupas napisał/a: | W takim razie nawyzywam twojej matce od k*rw i ladacznic - ciekawe czy zniesiesz to dobrze |
Abstrahując od tego, że na forach generalnie za to banują ... Najpierw pozwoliłem sobie - w oparciu o tezy głoszone przez osobę, o której mówimy na dwóch forach (i, co podkreśliłem, w celach humorystycznych) - ironicznie zauważyć, że ma dwie wersje poglądów dla wrogów i dla swoich, co uznałem (i dalej uznaję) za zabawne. Potem złośliwie skomentowałem twierdzenie tej osoby, że "nie czytam ze zrozumieniem" i że co innego miała na myśli. Cóż, koń jaki jest, każdy widzi Natomiast Twoja reakcja jest dziwna. Odgrażasz się, że zwymyślasz - tak, nie skrytykujesz w oparciu o głoszone przez Nią tezy, tylko zwymyślasz w celu obrażenia Jej i mnie, nawet bez dowodów (ale co to dla kryptozoologów brak dowodów...) - nawet nie mnie, tylko moją Matkę. To powiem ci dwie rzeczy.
Po pierwsze, osoba, która decyduje się publicznie głosić swoje poglądy, musi liczyć się z krytyką. Imć Ivellios publicznie swoje poglądy głosi, moja Matka nie.
Po drugie, sugeruję więcej dystansu do Ukochanego Przywódcy.
I sugeruję ten podwątek skończyć - trudno, tłumaczenie dowcipów pali je, ale tym razem nie można było się bez niego obejść. |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
phpBB by
przemo
| |
|