Ochrona przyrody - Myśliwi
Jarek P - 2007-03-12, 08:20
| Sławek napisał/a: | | Szkody ograniczone (mocno) przez działalność kół łowieckich (poletka łowieckie, pasy zaporowe, odstrzały) i pokrywane finansowo przez członków tych kół z własnej kieszeni |
Ja mam taką wątpliwość. Z jednej strony koło łowieckie płacą za szkody, z drugiej dokarmiają zwierzynę podnosząc jej stan liczebny. Może trzeba zrezygnować z dokarmiania i pozwolić, żeby natura pomogła w regulacji liczebności. Oczywiście redukcja liczebności za pomocą strzelby jest nie unikniona.
tadekptaku - 2007-03-12, 10:03
| Jarek P napisał/a: | | Oczywiście redukcja liczebności za pomocą strzelby jest nie unikniona. | szczegolnie w terenach z duza iloscia jeleniowatych.To faktycznie skomplikowana sprawa, a i po czesci sami mysliwi sa temu winni utrzymujac ich wysokie zageszczenia(jelenia np.). Dokarmianie: jezeli by go nie bylo lesnicy zaczna sie wpieniac
Jarek P - 2007-03-12, 10:07
| tadekptaku napisał/a: | Dokarmianie: jezeli by go nie bylo lesnicy zaczna sie wpieniac
|
Z tego co obserwuję, to mimo dokarmiania zwierzyna i tak czyni szkody w uprawch leśnych i na polach.
xhardcorex - 2007-03-12, 11:44
| Jarek P napisał/a: | | Ja mam taką wątpliwość. Z jednej strony koło łowieckie płacą za szkody, z drugiej dokarmiają zwierzynę podnosząc jej stan liczebny. | a do tego strzelać mniej byków na korzyść łań i młodszych osobników, które czynią większe szkody w uprawach
Niestety myśliwi dokarmiają po to aby móc potem strzelać, więc na zaprzestanie tego procederu i oddanie populacji siłom natury nie liczyłbym.
ps. zamiast dokarmiać lepiej dogadać się z leśnikami żeby od czasu do czasu w różnych częściach lasu kazali ZULusom obalić osikę albo sosnę, która poleżałaby ze dwie nocki (zanim ktoś ukradnie ) i oddałaby swą kore i łyko żwaczowi jeleniowatych
Batman - 2007-03-13, 12:34
| Logan napisał/a: | | skoro juz o muzeach to przez takie wlasnie kolekcjonerskie podejscie niejeden gatunek zostal przetrzebiony (albo i wytepiony) |
Tak wlasnie bylo, niestety. I co? teraz mamy z tego dorobku nie korzystac, tylko sie wstydzic ze kiedys tak postepowano (Modraczek to precedens, a osoba ktora tak postepuje powinna byc pozbawiona praw obraczkarskich. Tak sie nie stalo, ale na szczescie ludzie sie zmieniaja), podzcas gdy na zachodzie gdzie sie mysli troseczke o edukacji innymi kategoriami stworzono ogromne muzea historii ewolucji, natury, przyrody na naprawde wysokim poziomie. A u nas? Podajcie mi przyklad jesli sie myle, bo moze jestem za slabo wyedukowany, ale nie znam czegos podobnego u nas, nie liczas oczywiscie przepastnych zbiorow placowek naukowych, ktore niestety nie sa dostepne do przecietnego zjadacza chleba.
| tadekptaku napisał/a: | | Dzis postepuje sie podobnie,szczegolnie jak cos ciekawego wpadnie w siatki |
Oczywiscie, od razu ukreca sie lepek i wysyla do KFu. Co za marazm. Dawniej tak robiono, nawet pocz. lat 90' i tlumaczono to poswieceniem dla dobra nauki. Ale od tego juz caly swiat naukowy odszedl (no, pomijajac badania np. nad skladem pokarmowym nietoperzy, ktorym kroi sie brzuszki, ale robi sie to tylko dla gatunkow nie zagrozonych wyginieciem; etyka nie jest fikcja) - w dobie dzisiejszej techniki gdzie jest powszechny dostep do aparatow fotograficznych. robi sie pelna dokumentacje fotograficzna, oczywiscie biometryczna tez. I tyle, zwierz leci sobie dalej.
Ale jesli ktos ma klapki na oczach i nie przyjmuje zadnych innych argumentow, to trudno, na sile to nawet zes... sie nie mozna.
tadekptaku - 2007-03-17, 10:13
| Jarek P napisał/a: | | Z tego co obserwuję, to mimo dokarmiania zwierzyna i tak czyni szkody w uprawch leśnych i na polach. | ale gdyby przestali pewnie robila by wieksze
Jarek P - 2007-03-19, 08:11
| tadekptaku napisał/a: | | ale gdyby przestali pewnie robila by wieksze |
Myślę, że jeżeli zostałby utrzymany odpowiedni poziom odstrzałów liczebność zwierzyny została by bardzo szybko sprowadzona do poziomu szkód znośnych.
Batman - 2007-03-22, 15:40
| tadekptaku napisał/a: | | ale gdyby przestali pewnie robila by wieksze |
Na pewno, ale to sie wiaze z tym ze obecnie mysliwi reguluja liczebnosc roslinozercow a nie ich naturalni selekcjonerzy - drapiezcy, ktore teraz sa albo na skraju wyginiecia ( zbik) albo nim zagrozone (rys, wilk), za sprawa wlasnie mysliwych, ktorzy w poprzednich dziesiatkach lat doprowadzili do tego, ze drapiezcom powaznie skurczyla sie baza pokarmowa (liczebnosc sarny glownie). A teraz patrzac obiektywnie czlowiek (mysliwy) musi zajac miejsce "selekcjonerow", no chyba zeby reintrodukowac masowo wilka, rysia i zbika chociazby i jednoczesnie ograniczyc polowanie, co przy obecnym lobby mysliwskim wydaje mi sie to malo realne. Osobnym problemem sa nisska swiadomosc spolecznosci lokalnych ktorzy sa za strzelaniem zwlaszcza do wilka, bo sie go po prostu boja. A strach jest zwykle z niewiedzy.
Basior - 2007-03-22, 17:52
co tam wilki, wilczury tez trzeba odstrzeliwac...:
| Cytat: | Zastrzelił psa na spacerze
Myśliwy zabił rocznego wilczura, który był z właścicielką na łące. - Pies gonił sarnę. Trzeba było go zastrzelić - oznajmił. Związek Łowiecki broni swojego kolegi. Sprawę bada policja
Magda Lange-Ostrowska mieszka w Zalesiu Górnym. Często spacerowała z psami po pobliskich łąkach. Tak było też w ostatnią niedzielę.
Niedziela
Pani Magda szła z kundlem Gracją i wilczurem Orsonem ścieżką rowerową z Zalesia do Ustanowa.
-Bawiłam się z psami. Orson pobiegł do rowu przecinającego łąkę, by napić się wody. Wtedy usłyszałam strzał -opowiada.
Kobieta ruszyła wzdłuż rowu. Zobaczyła ciemny kształt i przeżyła szok. - Mój Orson w kałuży krwi - mówi. - Z lasu wyszedł człowiek ze strzelbą na ramieniu. Powiedział, że pies był kłusujący, więc trzeba było go zastrzelić -opowiada.
Z łąki do ścieżki rowerowej jest 100 metrów. Do najbliższego domu 160. To ważne, bo ustawa o ochronie zwierząt, która zezwala strzelać do zdziczałych psów, ściśle definiuje warunki, które pozwalają myśliwemu na zabicie psa: zwierzę musi być 200 metrów od zabudowań mieszkalnych, myśliwy musi mieć upoważnienie na jego zabicie wydane przez koło łowieckie, pies powinien być bez opieki i wykazywać oznaki zdziczenia oraz stanowić zagrożenie dla dzikich zwierząt.
Poniedziałek
Idziemy na rozległą łąkę, gdzie zginął Orson. Na miejscu są policjanci. Magda Lange-Ostrowska powiadomiła ich o popełnieniu przestępstwa. Potem przyjeżdżają technicy kryminalni. Robią zdjęcia Orsona, którego właścicielka zostawiła na miejscu zdarzenia.
Magda Lange-Ostrowska pokazuje nam komentarz z dziennika myśliwych www.lowiecki.pl: "Wystarczy jeden tylko przypadek nierozważnego użycia broni przez myśliwego przeciwko psom (...), który prasa i inne media rozdmuchają, a parlamentarzyści wrócą do poprzedniego stanu prawnego. (Do 30 września 2002 r. nie można było odstrzeliwać zdziczałych zwierząt). Dlatego wykażmy się dojrzałością i nie dopuśćmy do złamania zasad przy odstrzale zdziczałych psów".
- Właśnie dlatego będę skarżyć tego myśliwego, by udowodnić, że sprawa Orsona to jest ten "jeden tylko przypadek nierozważnego użycia broni przez myśliwego" - mówi Magda Lange-Ostrowska.
Co dalej?
Krzysztof Szklarski z Polskiego Związku Łowieckiego broni myśliwego: - Ustawa o ochronie zwierząt mówi, kiedy myśliwy może strzelić do psa. Jeśli któryś z warunków nie zostanie spełniony, wówczas myśliwemu grozi sprawa karna i sąd koleżeński. Można go upomnieć, dać naganę, zawiesić czy wymierzyć "karę śmierci" - tak określamy wyrzucenie ze związku.
Daria Malinowska z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami przypomina: - Ustawa o ochronie zwierząt mówi, że zabicie psa to przestępstwo. Pozwala jednak na odstrzelenie dzikich psów na terenie łowieckim. To sprzeczne zapisy - zauważa.
Czesław Leicht, szef komendy powiatowej w Piasecznie: - Myśliwy powiedział, że były wszystkie przesłanki do zabicia psa, bo był bez opieki na terenach łowieckich, wyglądał na zdziczałego i gonił sarnę. Wszystko to wyjaśniamy.
JANINA BLIKOWSKA, ROBERT RYBARCZYK |
żródło
Szybszy - 2007-03-22, 22:28
Akurat tu bym bronił myśliwych. Jeśli pies jest ponad 100m od zabudowań i bez widocznego opiekuna to walić jak do szkodnika, niech paniusie lepiej pilnują swoich orsonków...
Namor - 2007-03-22, 22:37
| Szybszy napisał/a: | | Akurat tu bym bronił myśliwych. Jeśli pies jest ponad 100m od zabudowań i bez widocznego opiekuna to walić jak do szkodnika, niech paniusie lepiej pilnują swoich orsonków... | ostatecznie pies powinien być prowadzony na smyczy i w kagańcu.
Basior - 2007-03-22, 22:41
A w artykule piszą, ze ma być 200 m, co wydaje mi sie słuszne, bo mój pies jak wyskoczy z bramy to hoho
Corvus - 2007-03-22, 22:48
walić do kundli i śierściuchów-kocurów, kłusujących po polach i łąkach ile wlezie........
| Namor napisał/a: | | ostatecznie pies powinien być prowadzony na smyczy i w kagańcu. |
w tarenie także ???
| Basior napisał/a: | | bo mój pies jak wyskoczy z bramy to hoho |
.zawiąż mu na obroży cztery czerwone wstążeczki.. może nie będzie wtedy wykazywał "oznak zdziczenia"
green power - 2007-03-22, 23:15
ja także popieram w tej kwestii myśliwego - może w końcu się właściciele czworonogów nauczą żeby psy prowadzać na smyczy
| Basior napisał/a: | | wydaje mi sie słuszne, bo mój pies jak wyskoczy z bramy to hoho | nieładnie Basiorku, że nie pilnujesz psa - takie wyskakiwanie z bramy jest niedopuszczalne!! (chyba że to Chihuahua ) - ostatnio podczas liczeń ptaków na przedmieściach Krakowa kolega musiał ratować się skokiem do rzeczki (po pas), co zaowocowało zgubieniem buta, gdy z bramy wyskoczył rotweiler , który nie chciał pertraktować
variicornis - 2007-03-22, 23:30
W populacji saren zwierzeta gospodarcze sa problemem dużym, na wsiach lokalni godpodarze zęsto i gęsto wypuszczają psiaki na noc, niech poszaleją, mozę coś zjedzą i nie będzie trzeba ich karmić, do załatwienia sarny nie potzrebny jest ząden owczarek ani rottweiler, wystarczą 3-4 średnie kundelki, które w kocu sarenkę "zagonią" jestem
Za strzelaniem do wałęsających się psów, chcesz,żeby psiak był widoczny, zaczep mu odblaskową (?) obrożę, kaftanik.
Nie rozumiem także dlaczego ludzie będąc w lesie- napolach- nadrzeką spuszczają psiaki, zeby się wybiegały, od tego jest ogrodzone podwórko- miejsce w parku wydzielone dla czworonogów.
Z drugiej jednak strony sa mysliwi którzy szczycą się, zę trzepnęli psiaka, kota na polach, nawet, jeżeliw iedzieli, czyj ten fant "był". Przykład okolice Nurca- myśliwy "myślał", ze wilk to wałęsający się pies, ale z drugiej strony w tamtych rejonach nie takie rzeczy się dzeją/działy.
Sądzę, iż nie można ogólnikowo ocenaić wsztkich myśliwych, są wśród nich porządni ludzie, a że "beton" siedzie w zarżadach okręgowych a kasa czyni mysliwym a nie doswiadczenie to ju8z inna sprawa.
|
|
|