Ochrona przyrody - motocrossowcy
Beata - 2008-03-29, 21:27
wiosna i temat powraca, jak zdarty refren ...
| Cytat: | Motocyklistom w rezerwacie mówimy głośne NIE
Artur Brykner2008-03-28, ostatnia aktualizacja 2008-03-28 17:21
Co weekend motocykliści nielegalnie jeżdżą na quadach i motocyklach. Łamią prawo, bo swoje motoryzacyjne pasje realizują w... rezerwacie. W poniedziałek policja spisał ośmiu motocyklistów, którzy rezerwat Murawy Gorzowskie zamienili w tor crossowy
Radosław Cieślak, student prawa i stosunków międzynarodowych. Na stałe mieszka na os Słonecznym. - Gdy jestem w Gorzowie często zachodzę na były poligon. W porównaniu z poprzednimi latami widzę postępującą degradację tego terenu. Podczas spacerów często widzę tu dziki, sarny spłoszone odgłosami motorów.Murawy Gorzowskie - 79 hektarów popoligonowych terenów na północ od os. Słonecznego i Tartacznego, są rezerwatem przyrody. Wiedzą o tym mieszkańcy pobliskich osiedli sąsiadujących z unikalnym terenem.
Crossowe wyścigi postanowili tam robić w tym sezonie właściciele motocykli i quadów. W poniedziałek przejechało ich tak wielu, że interweniowała wezwana przez mieszkańców policja. - Często dochodzi do wyzwisk między spacerującymi osobami a panami na motocyklach. Oni chyba nie mają świadomości, że ujeżdżają sobie po rezerwacie, gdzie poza roślinnością kserotermiczną są przecież miejsca lęgowe ptaków, w tym bażantów. Ci ludzie lekceważą podstawowe zasady zachowania się w rezerwacie. Przecież tutaj chodzić można tylko po istniejących ścieżkach - mówi Blanka Herudzińska.
W poniedziałek pasjonaci crossu jeździli w dolince, gdzie rosną (jeszcze) relikty okresu postglacjalnego, m.in. gatunki objęte całkowitą ochroną, np. ostnica włosowata, goździk piaskowy, pajęcznica liliowata i ostrołódka kosmata.
Grupę motocyklistów spisała policja. - Zostali jedynie pouczeni, że łamią prawo. Na terenie rezerwatu nie ma jeszcze tablic informacyjnych, więc policjanci nie mieli podstaw, żeby karać pasjonatów motocrossu - mówi Sławomir Konieczny z komendy miejskiej policji. - Niebawem zostaną ustawione urzędowe tablice informacyjne i wtedy nikt już nie będzie mógł się tłumaczyć, że nie wiedział, gdzie jest granica rezerwatu i jakie konsekwencje poniesie łamiąc przepisy o ochronie terenów prawnie chronionych - mówi.
Rezerwat - nasz skarb
To obszar chronionego krajobrazu od 2000 r. Odkryto tam rzadkie gatunki roślin. W związku z planowaną na części byłego poligonu budową dużej dzielnicy mieszkaniowej, już w 2006 r. wojewoda zdecydował o utworzeniu tam rezerwatu przyrody, a w ub.r. 79 ha zostało całkowicie wyłączonych z planów inwestycyjnych.
W tym miejscu decyzją wojewody powstał prawnie chroniony rezerwat Murawy Gorzowskie, a radni uchwalili regulamin rezerwatu. Nie powstaną tam żadne nowe drogi i ścieżki. Punkty widokowe lub tablice informacyjne zostaną ustawione tylko przy istniejących ścieżkach i drogach. Ale najważniejsze, że podobnie jak to ma miejsce w rezerwacie w Owczarach koło Górzycy, murawom kserotermicznym zapewniona ma być ochrona czynna. Celowo wprowadzona zostanie tu działalność rolnicza, np. wypas owiec na obszarze 29,53 ha, a także kóz. Wycinane będą także krzewy, które mogłyby wypierać cenne gatunki roślin. W promieniu 200 m od granic rezerwatu obowiązuje zakaz lokalizowania przedsięwzięć, które mogłyby negatywnie oddziaływać na środowisko rezerwatu. Na jego terenie obowiązuje całoroczny zakaz palenia ognisk.
Rowerem albo pieszo
Na Murawach Gorzowskich może przebywać każdy, pod warunkiem że porusza się pieszo lub na rowerze. Wjeżdżanie samochodami, motocyklami, quadami itp. zostało zakazane i będzie karane. Ten przepis lekceważą miłośnicy motocykli i quadów, tłumacząc, że nie ma żadnych tablic informujących o zakazie wjazdu. Mimo uwag mieszkańców os. Słonecznego, na trenie rezerwatu zrobili sobie tor crossowy.
Sprawą odpowiedniego oznakowania i zabezpieczenia rezerwatu zajął się już radny Artur Radziński. - Mieszkam niedaleko i często biegam po tym terenie. Cholera mnie już bierze, gdy widzę motocyklistów i osoby na quadach. Rozjeżdżanie chronionych gatunków traw to już przegięcie - mówi radny Radziński. - Dlatego w sprawie ochrony rezerwatu będę interweniował w magistracie. Skoro udało się stworzyć rezerwat z tak unikalną roślinnością, to samorząd musi jak najszybciej zabezpieczyć ten teren. Oczekują tego mieszkańcy osiedli przy rezerwacie.
Dziesięć tablic informacyjnych ma stanąć na obrzeżach rezerwatu jeszcze do 15 kwietnia. Ale to nie koniec działań samorządu. Na drogach przebiegających przez rezerwat również staną bariery, a także wiata dla owiec. Tak zabezpieczony teren ma być dozorowany przez straż miejską i policję, a kary finansowe za niegodne prawem korzystanie z rezerwatu są bardzo dotkliwe, np. przejazd motocyklem po trawie kosztować może nawet kilka tysięcy złotych. |
źródło
i te komentarze crossowców wszystkie kończyny opadają....
podobna sytuacja jest w Rezerwacie Zakole Santockie
link , który leży w obszarze naturowym. Nie ma komu pilnować i egzekwować prawa, a to taki piękny teren...
są tak rozpasani i aroganccy, że strach w ogóle się do nich odzywać, a na policję nie ma co liczyć, fatalny dojazd tam jest (mocno naookoło i trzeba się postarać).
Piotr N - 2008-03-30, 23:08
W puszczy kampinoskiej czerwony szlak pomiędzy dziekanowem a "mogilnym mostkiem" regularnie rozjeżdżany jest przez motocyklistów, szczególnie irytujące jest to na grobli dzielącej bagno cichowąż i łąki koło miejscowości Sadowa, motocyklista raz ztrąbił mnie jak szedłem tam z dzieckiem w wózku, bo tam jest naprawdę wąsko. Poszedłem po śladach i prowadziły dalej koło strażniczówki KPN w której stale ktoś mieszka, ale chyba w wekendy jest zajęty przyjmowaniem rodziny która dojeżdża tam fiatem multiplą po zamkniętej dla ruchu drodze, do tego jak otwierają szlaban to go potem nie zamykają (wjazd na drogą ppoż nr 27 koło Izabelina-Dziekanówka), to chyba takie zaproszenie dla innych. Wiadomo, że motoru w lesie się nie dogoni, ale wystarczyło by poświęcić trochę czasu i obstawić tę groble na obydwu jej końcach aby zatrzymać motor. W tym miejscu dojdzie do nieszczęścia i ofiarą będzie potrącony turysta albo pobity motocyklista.
Na forum przeczytałem post w którym ktoś pisze o motocyklach, qadach i jepach. Muszę się sprzeciwić użyciu słowa jeep w takim kontekście, lepiej było by samochodach ternowych. Jako posiadacz jeepa i czlonek forum Jeep.org.pl na którym stale prowadzone są działania promujące postawy proekologiczne czuje się pokrzywdzony takim zaszufladkowaniem
GrzegorzBP - 2008-03-31, 07:25
| Piotr N napisał/a: | | sprzeciwić użyciu słowa jeep |
coż to trochę tak jak z adidasami
Batman - 2008-03-31, 21:51
| Cytat: | Na forum przeczytałem post w którym ktoś pisze o motocyklach, qadach i jepach. Muszę się sprzeciwić użyciu słowa jeep w takim kontekście, lepiej było by samochodach ternowych. Jako posiadacz jeepa i czlonek forum Jeep.org.pl na którym stale prowadzone są działania promujące postawy proekologiczne czuje się pokrzywdzony takim zaszufladkowaniem |
To takie potoczne okreslenie, wiec radze podchodzic do tego z dystansem coz zrobic ze nazwa firmy kojarzy sie z ogolnie uzywanymi produktami podobnego typu. wexmy nazwe "zyletka" - to nic innego jak spolszczona nazwa firmy ja produkujaca; w Niemczech nie przyjela sie nazwa korektor a tipex... Przy okazji - skoro uzywasz jeepa -> czy to prawda ze mozna to rozszyfrowac: just every empty pocket ?
Piotr N - 2008-04-01, 22:49
| Batman napisał/a: | skoro uzywasz jeepa -> czy to prawda ze mozna to rozszyfrowac: just every empty pocket ? | Nie jest najgorzej, to ekologiczny pojazd, można go używać kilka razy dłużej niż współczesne i nie trzeba kupować nowego co kila lat. Nie kapie z niego olej, spala gaz w dużych ilościach, a na polnych drogach nie trzeba omijać błota bokiem i rozjeżdżać krzaków
Batman - 2008-04-02, 00:41
| Piotr N napisał/a: | | spala gaz w dużych ilościach |
Ile Ci spala w jezdzie po miesce i jaki masz silnik (moc)?
Piotr N - 2008-04-02, 11:26
W starym cheeroke sens ma tylko 4L (około 170km i moment obrotowy jak w małej cięzarówce), mniejszy 2,5 pali troszkę mniej ale nie wystepuje w automacie i nie jest tak trwały, o silniku na ropę lepiej nie wiedzieć. Spalanie w mieście około 20l lpg, w trasie około 16 - oczywiście zależy jak się jeździ, przy ostrej bezsensownej jeździe górna granica chyba nie istnieje.
Batman - 2008-04-03, 00:22
| Piotr N napisał/a: | | przy ostrej bezsensownej jeździe górna granica chyba nie istnieje. |
Istnieje istnieje, jak w rajdowkach czyli 100l/100km (ale to granica)
Piotr N - 2008-04-03, 23:17
myślę że 30 - 35 to max
Beata - 2008-04-07, 21:52
| Cytat: | Quady i motocykle już nie wjadą do rezerwatu
ab 2008-04-07, ostatnia aktualizacja 2008-04-07 19:51
Na granicy rezerwatu Murawy Gorzowskie stanęły wreszcie urzędowe tablice informujące o rezerwacie.
Dziesięć tablic wraz z regulaminem przebywania w rezerwacie zostało wkopanych przy drogach wjazdowych - Teraz już nikt z właścicieli quadów, motocykli czy samochodów terenowych nie będzie mógł się tłumaczyć, że nie wie, gdzie są granice rezerwatu. Będzie z marszu karany mandatem. Uzgodniliśmy już ze strażą miejską i policja, żeby zaglądali na teren rezerwatu - mówi Dorota Szukalska-Koźlakowska, naczelnik miejskiego wydział ochrony środowiska i rolnictwa.
O konieczności oznakowania rezerwatu napisaliśmy kilka dni temu w "Gazecie" po interwencji naszych czytelników.
- Apelujemy także do osób spacerujących po rezerwacie, aby zgłaszały do naszego wydziału np. numery rejestracyjne pojazdów, które wjeżdżają do rezerwatu. To powinno zniechęcić pasjonatów sportów motorowych do jeżdżenia po terenie chronionym. Mamy już kilka numerów rejestracyjnych spisanych, zanim stanęły tablice. Do tych osób zostaną wysłane pisma z ostrzeżeniem.
Źródło: Gazeta Wyborcza Gorzów |
źródło
Piotr N - 2008-04-08, 09:33
Oznakowanie rezerwatów jest naprawdę bardzo potrzebne, niestety nie wszystkie są oznakowane a często są bardzo atrakcyjne dla offrodowców, również tych którzy nie dewastują środowiska. Brak tabliczek prowadzi do rozjeżdżenia dróg które stają się jeszcze coraz ciekawsze do jazdy, potem ciężko jest "użytkowników" przekonać że tam nie wolno "upalać". Wina za taką sytuację częściowo(kilka %?) leży po stronie organu powołującego rezerwat - chyba że założenie jest takie że ochrona jest utrzymana przez tajemnicę
GrzegorzBP - 2008-04-09, 06:43
| Piotr N napisał/a: | | Oznakowanie rezerwatów jest naprawdę bardzo potrzebne, niestety nie wszystkie są oznakowane a często są bardzo atrakcyjne dla offrodowców, również tych którzy nie dewastują środowiska. Brak tabliczek prowadzi do rozjeżdżenia dróg które stają się jeszcze coraz ciekawsze do jazdy, potem ciężko jest "użytkowników" przekonać że tam nie wolno "upalać". Wina za taką sytuację częściowo(kilka %?) leży po stronie organu powołującego rezerwat - chyba że założenie jest takie że ochrona jest utrzymana przez tajemnicę |
Cóż.... bowiem czesto jest tak że tabliczki z ograniczeniami są z premedytacją wyrywane w tym i przez samych zainteresowanych.
Poza tym zasłanianie się że nie było tabliczki to sorki ale zagrywka na poziomie przedszkola. Niestety w 9/10 przypadkach wjazd jest świadomy. Podam Ci przykład - okolice Warszawy lasy są z premedytacją rozjeżdzane, co ciekawe jeżdzący dokładnie wiedzą gdzie zaczyna się las państwowy a gdzie prywatny a wiesz czemu???? bowiem na lasach prywatnych zdażało się już że a to pojawiły się wilcze doły, a to komuś się gwożdzie rozsypały, a to żyłka wisiała - czyli tak zwana terapia wstrząsowa - też jej nie popieram ale niestety jak widać czasami tylko taka zadziałała smutne ano smutne ale prawdziwe
Piotr N - 2008-04-09, 09:10
A po ilu latach oznakowano rezerwaty nad wisłą?, przez wiele lat przekraczałem ich granice na rowerze, konno, motorem i samochodem - tzn. chyba bo nie wiedziałem że tam są i gdzie dokładnie. Teraz są tabliczki i każdy może świadomie zdecydować czy złamie prawo czy nie. Co więcej znam takich którzy mają ekologie gdzieś, i po tym jak zjeździli jakiś rezerwat nieświadomie nabierają szacunku do podobnych, niechronionych terenów. Oczywiście nie jest to postawa dominująca. Poza marnym oznakowaniem jest też problem z egzekwowaniem przepisów, jeżeli gość na motorze tnie po szlaku przez rezerwat w niedziele koło strażnicy KPN i nikogo to nie obchodzi to sorry ale nic się nie zmieni i nie chodzi tylko o offroad, wszyscy łamią przepisy - grzybiarze, leśnicy, ekolodzy, rolnicy, kierowcy, turyści.... .Jesteśmy członkami społeczeństwa które powszechnie nie szanuje prawa i samo wyznacza sobie jego granice. To tkwi w ludziach, może przyszłe pokolenia będą inne i to jest pole do działania.
Beata - 2008-04-18, 07:10
| Cytat: | Quady będą jeździć w WPKiW. Będą protesty?
Anna Malinowska2008-04-17, ostatnia aktualizacja 2008-04-17 20:10
Na quadach można już było pojeździć w WPKiW trzy lata temu. Skończyło się m.in. po protestach ekologów
Mimo fatalnych doświadczeń władze parku chorzowskiego zdecydowały, że w oazie zieleni będzie można jeździć na quadach. - Park nie będzie spełniał funkcji lasu! Musi mieć inne atrakcje, żeby ściągać odwiedzających - tłumaczy Cezary Dominiak, prezes WPKiW.
Na quadach będzie można pojeździć po prawie trzech hektarach parku od strony Siemianowic Śląskich. To teren po byłych szklarniach i szkole ogrodniczej. - Hodowaliśmy tam warzywa dla zwierząt z zoo. Sadziliśmy też krzewy, iglaki, które kupowali mieszkańcy. Choć zainteresowanie było duże, ktoś kiedyś uznał, że to nieopłacalne i ogrodnictwo zamknięto. Teraz coraz więcej ludzi się buduje, coraz więcej z nich ma ogrody i na roślinki jest niezła koniunktura. I żeby w takim miejscu quady jeździły? To się w głowie nie mieści! - denerwuje się jeden z pracowników parku z 15-letnim stażem.
Trzy lata temu quady pojawiły się po raz pierwszy na terenie parku. Jednak z ich powodu doszło do wypadku, w którym zginął koń. W dodatku na trasie wytyczonej dla pojazdów znaleziono nielegalnie wycięte dęby. Po wszczęciu śledztwa i protestach ekologów ówczesne władze parku zrezygnowały z tych pojazdów.
Dziś prezes Dominiak uważa, że to jeden z dobrych pomysłów na podniesienie atrakcyjności WPKiW. - Quady to popularna forma spędzania czasu i zainteresowanie nimi powinno być duże - cieszy się prezes.
Aleksander Stodółka, dyrektor do spraw zieleni w WPKiW, pomysłu nie pochwala. - Nie byłem za. Boję się, że hałas przepłoszy ptactwo, negatywnie wpłynie na żyjące w parku zwierzęta - uważa dyrektor.
Teren parku jest strefą ochrony krajobrazu. Okazuje się jednak, że taki zapis niewiele znaczy. - Nie mamy wpływu na to, co się w parku dzieje i jakich chce pozyskiwać inwestorów - tłumaczy Mariusz Cup, naczelnik wydziału architektury w chorzowskim magistracie.
Marek Sołtysiak, herpetolog (specjalista od gadów i płazów) z Chorzowa, przypomina, że wprowadzenie ryczących pojazdów będzie miało liczne konsekwencje, nie tylko ekologiczne. - Zarząd WPKiW powinien pamiętać, że wiele osób do parku przychodzi zaznać spokoju i ciszy. Niewątpliwie quady dla niektórych są fantastycznym sposobem spędzania czasu, ale są też ci, którym takie maszyny po prostu przeszkadzają - uważa Sołtysiak.
Władze parku nie wiedzą jeszcze, kiedy nastąpi inauguracyjna jazda quadami. Póki co szukają firmy, która nową rozrywką będzie się zajmować.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice |
źródło
|
|
|