Ptaki - Wyciek
Anonymous - 2007-12-11, 19:26 Temat postu: Wyciek Na pewno słyszeliście o wycieku ropy do Wisły w okolicach Torunia.W telewizji mówią, że najbardziej mogą ucierpieć ptaki wodne. Zapory zawiodły, a z rzeki usunięto tylko 10% zanieczyszczenia. Jakie to może mieć skutki dla przyrody?
wieslawbaginski - 2008-03-12, 01:08
Temat okazuje się wiecznie żywy chociaż teraz z innym wydźwiękiem i w innym kontekście. Jakże znamienne wydają się słowa : "Większość hydrologów nie ma wątpliwości, że najlepszym ratunkiem przed erozją rzeki jest budowa kolejnego stopnia, który sprawi,że Wisła znów będzie taka jak dawniej." Ten i więcej takich argumentów tu:
| Cytat: |
11 marca 2008 - 0:05
Żegluga zagrożona, woda odsłania rurociągi, podmywa fundamenty
Zagrożona jest żegluga, woda odsłania rurociągi, podmywa fundamenty włocławskiego mostu.
Naukowcy alarmują: między Włocławkiem a Ciechocinkiem dramatycznie obniża się dno Wisły. Są pewni, że właśnie to było powodem niedawnych awarii płockiego rurociągu.
Od dawna nie ma już wątpliwości, że sprawcą nasilającej się erozji dna Wisły jest włocławska tama. Kiedy budowano ją przed 40 laty, miała być pierwszą częścią kaskady dolnej Wisły. Plany skończyły się jednak na Włocławku. W rzece zaczęły zachodzić procesy, którym miała zapobiec budowa kolejnego stopnia.
Najbardziej zagrożony jest 10-kilometrowy odcinek poniżej zapory, gdzie dno obniżyło się nawet o 3,5 metra. Z tego m.in. powodu nad tamą zawisła groźba katastrofy. Znacznie mniej mówi się jednak, jak bardzo wpływa to na nasze codzienne życie.
reklama
Głodna woda rzeką płynie
Jednym z najwybitniejszych znawców tego problemu jest prof. Zygmunt Babiński z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, który od powstania tamy bada w tym rejonie dno Wisły. Profesor alarmuje, że poniżej wybudowanego 9 lat temu progu, który miał podeprzeć zaporę, woda rozmyła już naturalną powłokę ochronną z gliny oraz tzw. bruku morenowego. Teraz dochodzi już do piasków. O ile wymywanie iłów następuje dopiero gdy woda osiąga prędkość 3 metrów na sekundę, o tyle dla piasku wystarczy 20-krotnie mniejszy prąd. Cały czas służby hydrotechniczne wysypują na dno tony kamieni, ale rzeka systematycznie niszczy te zabezpieczenia.
- Podejrzewamy, że zjawiska te zachodzą nie tylko koło progu przy zaporze. Z niepokojem myślę, co się dzieje w strefie włocławskiego mostu. Jeśli mam rację, stwarza to wielkie zagrożenie dla całej konstrukcji - mówi prof. Babiński. Na razie nikt nie zna jednak skali tego zjawiska, nawet do granic Włocławka, nie ma bowiem pieniędzy na dokładne badania.
Dlaczego Wisła niszczy z takim zapałem swoje dno, akurat poniżej zapory? Jak każda rzeka niesie ona ze sobą piasek i inne materiały. Sęk w tym, że woda, która przepływa przez zaporę, jest dokładnie oczyszczona z wszelkich osadów, które przed stopniem osiadają na dnie Zalewu Włocławskiego.
- Opowiadam moim studentom, że każda rzeka przypomina kobietę obładowaną zakupami. Gdy wróci do domu, nie ma już na nic sił. Ale Wisła, która płynie za tamą, nie dźwiga już żadnych ciężarów. Anglicy określają to mianem: głodnej wody, karmiącej się gruntem, po którym płynie - mówi profesor.
Rzeka ropą pachnąca
Od wielu lat bydgoski naukowiec ostrzega w swych artykułach i publicznych wystąpieniach, że skutkiem erozji dna mogą być awarie biegnących przez Wisłę rurociągów z Petrochemii Płockiej do podbydgoskiej Nowej Wsi Wielkiej i włocławskiego "Anwilu". W grudniu minionego roku jego słowa stały się ciałem. Skutkiem wycieków z płockiej magistrali była kilkukilometrowa plama ropy. W kilka tygodni później znów doszło do awarii.
- Dla mnie nie ulega wątpliwości, że przyczyną tych pęknięć jest erozja dna. To jedyne racjonalne wytłumaczenie - twierdzi prof. Babiński. Rurociągi, które podczas montażu przykryto 3-metrową warstwą gruntu, obecnie zostały odsłonięte przez wodę. Potwierdzają to cykliczne badania wykonywane echosondami. A przecież w rejonie Nieszawy leży także na dnie Wisły gazociąg jamalski. Wybudowany w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych na razie jest bezpieczny. Ale jeśli nie rozwiąże się problemu włocławskiej tamy, czeka go ten sam los.
Ale to tylko jeden z problemów, jakie stwarza erozja dna. Od lat już i leśnicy alarmują, że w dolinie Wisły i tak już dotkniętej procesem stepowienia Kujaw, drastycznie obniżył się poziom wód gruntowych. Degraduje się roślinność, cierpi rolnictwo. Z kolei kiedy w latach osiemdziesiątych budowano włocławskie bulwary, projektanci zakładali, że wkrótce zacznie się budowa stopnia w Ciechocinku. Nie zaczęła się jednak do dziś, przez co poziom rzeki tak się obniżył, ze odsłonił fundamenty bulwarów. Budując je zwężono koryto Wisły o jakieś 12 metrów. Spotęgowało to erozję, która niszczy m.in. kępę włocławską.
Fala dla armatora
Wisła coraz bardziej atakuje włocławski most. - W minionym roku trzeba było umacniać trzy filary, jeden z nich nawet lekko się przechylił - mówi prezydent Andrzej Pałucki. Roboty kosztowały blisko milion. Nie wiadomo, na jak długo to starczy, ale pewne jest, że wkrótce przyjdzie wyłożyć kolejne pieniądze.
Prawdziwym problemem staje się żegluga między Włocławkiem, a Toruniem. Co roku przez śluzę na zaporze przepływa ok. 400 jednostek, m.in. barki z towarami. Przy niskich stanach wód ich armatorzy, już kilka dni wcześniej bombardują włocławski inspektorat Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Warszawie. - Proszą, żeby im załatwić odpowiednią falę - żartuje jego szef Janusz Flaszyński.
Obniżając poziom Zalewu Włocławskiego, przez kilka godzin elektrownia spuszcza wtedy więcej wody, niż potrzeba do pracy turbin. Tylko dzięki tej "fali" barka może dopłynąć do Torunia, gdzie znów rzeka przybiera naturalny kształt. Flaszyński nie kryje, że często nawet na wytyczonym przez jego służby tzw. torze wodnym, głębokość rzeki wynosi ok. 70 cm. A przy progu śluzy nawet pół metra, choć projekt zakładał 4,5. - Jeśli erozja będzie dalej postępować, to za 10 lat nie pomoże nawet puszczana przez nas "fala" - nie kryje szef inspektoratu.
Drzwi do piekieł
Co się dzieje na dnie Wisły najlepiej wiedzą w elektrowni wodnej. Z Andrzejem Stanke specjalistą z "Energa", który nadzoruje jej eksploatację zjeżdżamy windą na najniższy poziom budowli. Pierwsza galeria ciągnie się kilka metrów pod dnem rzeki. Na niższy poziom można przejść tylko przez właz w zamkniętych, uszczelnionych wrotach. Pod ścianami długiego korytarza ciągną się kanaliki, gdzie gromadzi się woda z rzeki, która przesiąka przez betonowe konstrukcje. W sumie ok. 10 litrów na minutę.
Z obu galerii korzysta się głównie przy badaniu urządzeń pomiarowych. Znajdują się tu także wyloty drenów, które odprowadzają nadmiar wody spod fundamentów i głębszych warstw. Pytam Andrzeja Stanke, czy czuje się tu bezpiecznie? - Nasz koncern inwestuje tu duże pieniądze. Gdybyśmy mieli obawy, że zostaną one wyrzucone w błoto, po prostu byśmy tego nie robili - oświadcza.
Podkreśla, że badania obliczają tzw. współczynnik bezpieczeństwa włocławskiej elektrowni na poziomie 2,0 zaś norma wynosi 1,3. Stan bezpieczeństwa oceniają co roku niezależni hydrotechnicy, są też setki czujników, które non stop monitorują, co się tu dzieje.
Zastrzyk wzmocni tamę
Podobnego spokoju trudno jednak szukać w pobliskim inspektoracie RZGW. Najbardziej zagrożona jest nie betonowa konstrukcja tamy, ale jej ziemna część, czyli zapora czołowa. Już 10 lat temu zainstalowano tam osobny system monitorujący, złożony m. in. z sieci cieniutkich drucików. Gdyby coś się działo, po prostu pękają one przerywając obwód. Wtedy w centrali oraz w 14 położonych aż do Nieszawy punktach zaczynają wyć syreny. System był już trzy razy modernizowany, ale władze zagrożonych gmin domagają się jego dalszej rozbudowy.
W minionych latach wzmacniano "zastrzykami cementowymi" zaporę czołową oraz betonowe płyty zabezpieczające dno rzeki przy dolnej części tamy. W 1999 roku pół kilometra przed zaporą zbudowano wspomniany już próg zabezpieczający. Jego żywotność obliczono na 10 lat, bo przecież miała być budowana kolejna tama. Teraz RZGW zastanawia się, co dalej zrobić z tym fantem? Jak podkreśla szef inspektoratu Janusz Flaszyński, bez tego stopnia trudno nawet zagwarantować bezpieczeństwo zapory. Na początek stanie elektrownia, a lodowa kra do tego stopnia zatka zalew, że powódź może znów zatopić Płock.
Większość hydrologów nie ma wątpliwości, że najlepszym ratunkiem przed erozją rzeki jest budowa kolejnego stopnia, który sprawi, że Wisła znów będzie taka jak dawniej. Ale można zapytać, czy poniżej nowej zapory znów nie będą zachodzić podobne procesy jak pod Włocławkiem? Tym razem planuje się jednak zaprojektować tamę nie jako część kaskady, ale samodzielny stopień wodny.
Zamiast tzw. systemu szczytowo- pompowego zastosuje się przepływowy, który ogranicza ingerencję człowieka i pozwala płynąć rzece zgodnie z naturą.
* Jutro przybliżymy niektóre plany ratowania włocławskiej tamy oraz jak odbije się to na kieszeniach podatników.
tekst i fot. Dariusz Knapik
FORUM
obywatel, wczoraj, 08:00
Wisła, owszem, zagraża ale kieszeniom cwaniaków, którzy chcę zbudować tamę w Nieszawie. Z pieniędzy podatników. Jednak elektrownia będzie już prywatna. Europa Zachodnia zastanawia się jak pozbyć sie swoich tam, my jak zwykle. Warto poczytać raporty o skutkach tej inwestycji dla środowiska, ot choćby o stepowieniu terenów wokół Nieszawy i Ciechocinka, na skutek spłynięcia do niskiego koryta wód gruntowych. Najtańszym i najlepszym dla Rzeki wyjściem jest rozebranie gomułkowskiego bubla pod Włocławkiem. Zbudowanego z mozaiki 'betonów' o różnej wytrzymałości w wyniku masowej kradzieży cementu na budowę domów, stodół, obór, silosów itp od Włocławka do Płocka. Za kilka flaszek można było dostać Kraza pełnego żwiru, za jedną flaszkę odpowiednik worka, niedostępnego wtedy dla zwykłych ludzi cementu.Przy okazji: jeśli rzeka gdzieś, coś wypłukuje, to także gdzieś, coś nanosi. |
Zródlo: http://www.pomorska.pl/ap...EGION/223853203
|
|
|